Autor Wątek: Prosument - ogólne informacje dot. programu  (Przeczytany 1677 razy)

energetyczny

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 519
    • Zobacz profil
    • www.timeko.pl
Prosument - ogólne informacje dot. programu
« dnia: Marzec 06, 2015, 02:45:23 pm »
„Prosument” w BOŚ Banku: instalację może wykonać każda firma, ale pod pewnymi warunkami

W ostatnim czasie na rynku OZE pojawiły się informacje na temat wyboru firmy instalacyjnej, z którą będzie współpracować BOŚ Bank realizujący program „Prosument”. Jak jednak poinformowali nas przedstawiciele NFOŚiGW i BOŚ Banku, instalację kwalifikującą się do dofinansowania z „Prosumenta” będzie mogła wykonać każda firma, o ile spełni określone warunki. – Nie ma mowy o uprzywilejowaniu żadnej z firm zainteresowanych udziałem w programie Prosument – zapewnił w rozmowie z portalem Gramwzielone.pl Piotr Lemberg, rzecznik BOŚ.

Pod koniec ubiegłego miesiąca NFOŚiGW podpisał umowę z BOŚ Bankiem, z którym będzie współpracować przy realizacji "Prosumenta". Do programu nie przystąpił finalnie żaden inny bank, tak jak miało to miejsce w przypadku realizowanego wcześniej przez NFOŚIGW programu 45-procentowych dopłat do kolektorów słonecznych, w którym kredyty na kolektory były udzielane za pośrednictwem kilku banków.

– Okazuje się, że pomimo wcześniejszych negocjacji i ustaleń Funduszu z udziałem przedstawicieli Związku Banków Polskich oraz wielu komercyjnych i spółdzielczych banków, na zaproponowane warunki współpracy zdecydował się ostatecznie tylko BOŚ. Jednym z warunków udział w realizacji programu była deklaracja banku, że dysponuje placówkami bankowymi w każdym województwie do przyjmowania i obsługi wniosków beneficjentów – informował niedawno NFOŚiGW.

W ostatnim czasie na rynku instalatorów OZE pojawiła się informacja, zgodnie z którą BOŚ przy realizacji programu „Prosument” miałby współpracować tylko z jedna firmą instalacyjną.

Rzecznik NFOŚiGW Witold Maziarz w rozmowie z portalem Gramwzielone.pl zaprzeczył temu informując, że instalację w ramach programu "Prosument" będzie mogła wykonać każda firma, która posiada niezbędne uprawnienia.

Witold Maziarz zaznaczył jednocześnie, że firma instalacyjna przystępująca do programu „Prosument” musi zobowiązać się do określonych gwarancji w zakresie serwisowania montowanych urządzeń.

Warunek zobowiązania się firmy instalacyjnej do serwisu systemu objętego programem „Prosument” wynika z doświadczeń NFOŚiGW z realizowanym wcześniej programem 45-procentowych dopłat do kolektorów słonecznych.

Jak powiedział nam rzecznik NFOŚiGW, w przypadku programu kolektorowego zdarzały się przypadki, gdy firmy instalacyjne – mimo zobowiązań do serwisowania instalacji – nie wywiązywały się z gwarancji dawanych swoim klientom np. likwidując swoją działalność.

Teraz NFOŚiGW chce uniknąć takiej ewentualności, a BOŚ Bank, który będzie realizować program „Prosument”, zobowiązał się do zabezpieczenia w umowach z firmami instalacyjnymi niezbędnych gwarancji dla przyszłych beneficjentów programu „Prosument”.

- Bank Ochrony Środowiska, kierując się troską o wysokie bezpieczeństwo finansowe wnioskodawców, będzie przykładał szczególną wagę do możliwie najwyższej jakości nabywanych przez klientów i jednocześnie kredytowanych przez bank mikroinstalacji. Mam tu na myśli nie tylko wysoką jakość samych urządzeń, ale i warunki obsługi w ramach serwisu realizowanego już po sprzedaży i montażu instalacji – zapewniał prezes BOŚ Mariusz Klimczak.

W rozmowie z portalem Gramwzielone.pl Piotr Lemberg, rzecznik BOŚ, potwierdził, że Bank nie wprowadzi wcześniejszej selekcji firm, które będą mogły wykonywać instalacje kwalifikujące się do dotacji z „Prosumenta”, a zgodnie z formułą programu wnioski o dotacje będą przyjmowane nie od firm instalacyjnych, ale od osób fizycznych, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które same będą mogły wybrać firmę instalacyjną.

– Wnioski będą przyjmowały wszystkie placówki Banku. Warunki współpracy będą otwarte. Nie ma mowy o uprzywilejowaniu żadnej z firm zainteresowanych udziałem w Programie Prosument – zapewnił portal Gramwzielone.pl rzecznik BOŚ.

Piotr Lemberg podkreślił, że ważne jest, aby firma instalacyjna miała określone certyfikaty, które zagwarantują wysoką jakość wykonania instalacji, co przełoży się na opłacalność tego rodzaju inwestycji.

– To bank ponosi ryzyko i musimy dbać o klienta – zapewnia rzecznik BOŚ i dodaje, że obok kryteriów jakości i gwarancji niezawodności instalacji wyznaczonych przez NFOŚiGW, BOŚ Bank wprowadzi także swoje kryteria, którym mają podlegać firmy instalacyjne.

Złe wykonanie instalacji skutkujące jej awaryjnością i niższą od założonej produkcją energii obniżyłoby bowiem przychody z tego rodzaju inwestycji, co mogłoby prowadzić do problemów ze spłatą kredytu.

– Kierując się troską o bezpieczeństwo finansowe wnioskodawców, Bank będzie przykładać szczególną wagę do wysokiej jakości kredytowanych mikroinstalacji. Brana pod uwagę będzie nie tylko wysoka jakość urządzeń, doświadczenie w montażu instalacji, ale i warunki obsługi w ramach serwisu realizowanego już po sprzedaży instalacji – zapewnił nas rzecznik BOŚ.

Póki co wiadomo, że warunkiem jest minimum 3-letnia rękojmia wykonawcy oraz określenie gwarantowanego poziomu produktywności instalacji. Oferowane urządzenia muszą natomiast posiadać minimum 5-letnią gwarancję producentów. BOŚ ma ponadto wymagać zabezpieczenia w postaci gwarancji bankowych, co będzie mieć znaczenie w sytuacji, gdy system nie będzie działał prawidłowo i bank będzie musiał wówczas oddać NFOŚiGW środki wraz z ustawowymi odsetkami, za co ostatecznie obciąży kredytobiorcę.

Piotr Lemberg poinformował ponadto portal Gramwzielone.pl, że kryteria, które musi spełnić firma instalacyjna, BOŚ opublikuje na swojej stronie internetowej w najbliższych tygodniach.

List Koalicji Prosumenckiej

BOŚ zaprzecza jednocześnie informacjom, zgodnie z którymi do udziału w programie „Prosument” realizowanym za jego pośrednictwem kwalifikowałyby się tylko wybrane firmy instalacyjne. Takie informacje pojawiły się m.in. na stronie internetowej Koalicji Prosumenckiej skupiającej firmy z branż OZE.

Koalicja Prosumencka wystosowała list do BOŚ z pytaniami o zasady realizacji „Prosumenta”, które miałyby uniemożliwić powszechny dostęp do programu firmom instalacyjnym z całej Polski.

– Dostęp do programu powinien być równy dla każdego, zarówno dla beneficjentów jak i firm wykonawczych. Większość firm ciężko pracowała by przygotować się do nowego Programu. W obecnej sytuacji wiele firm będzie musiało zwalniać pracowników, gdyż tak naprawdę monopol będzie miała jedna firma – czytamy w oświadczeniu Koalicji Prosumenckiej.

Do listu Koalicji Prosumenckiej ustosunkował się BOŚ. Jak czytamy w oświadczeniu Banku, warunki współpracy będą otwarte, a każdy klient, który złoży wniosek o udzielenie kredytu, spełniający wymogi określone przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Bank, będzie mógł ubiegać się o dofinansowanie.

Jednocześnie Bank w odpowiedzi na zarzuty Koalicji Prosumenckiej ustosunkował się do współpracy z firmą Solartime.

– Zgodnie z przepisami Prawa Bankowego, każdy Bank ma prawo podpisać umowę o charakterze outsourcingowym. Umowa z firmą Solartime nie narusza zbiorowych interesów konsumentów, jak również nie uniemożliwia wolnego dostępu do uczestniczenia w Programie innym podmiotom. Firma Solartime nie została przez Bank w żadnym stopniu uprzywilejowana, a warunki współpracy z firmą Solartime będą takie same jak warunki współpracy z innymi przedsiębiorcami zainteresowanymi udziałem w Programie Prosument – czytamy w oświadczeniu BOŚ.

Fundusze wystarczą tylko na kilkaset mikrointsalacji?

Rzecznik BOŚ zaznacza w rozmowie z Gramwzielone.pl, że w pierwszym etapie oferowania dotacji z „Prosumenta” BOŚ będzie dysponować ograniczonym budżetem w wysokości 20 mln zł, który pozwoli na sfinansowanie inwestycji w około 600-700 instalacji, a liczba złożonych wniosków może być nawet kilkukrotnie wyższa.

Ponieważ do „Prosumenta” nie zgłosił się żaden inny bank, budżet tego programu w ścieżce bankowej będzie więc ograniczony i w obliczu dużego zainteresowania programem może szybko się wyczerpać.

Aby uzyskać kolejną transzę w tej samej wysokości z NFOŚiGW, BOŚ będzie musiał wydać około 80% z pierwszej transzy środków otrzymanych od Funduszu.

BOŚ zapewnia, że program „Prosument” zostanie uruchomiony już po Wielkanocy.

źródło: gramwzielone.pl

Oszczędzaj Energię!

energetyczny

  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 519
    • Zobacz profil
    • www.timeko.pl
Odp: Prosument - ogólne informacje dot. programu
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 08, 2015, 09:13:53 pm »
Inwestycja w przydomowy wiatrak albo panele słoneczne powinna się zwrócić po pięciu (optymiści) lub dziewięciu (pesymiści) latach.
Rząd się sprzeciwiał, ale rewolucyjna poprawka do ustawy o odnawialnych źródłach energii zgłoszona przez posła PSL Artura Bramorę i tak właśnie przeszła przez Sejm. Jej zapisy są bezprecedensowe: pozwolą zwykłym Kowalskim produkować prąd na własne potrzeby, a nadwyżki sprzedawać do sieci.

Przełomowa jest ustalona urzędowo cena tego odkupu: dla małych instalacji - do 3 kW (taką moc powinny dać panele słoneczne, które zajmą 19 m kw.) - ma to być 75 gr za 1 kWh przez 15 lat. To dużo, bo 1 kWh kosztuje 30 gr, a po doliczeniu wszystkich opłat handlowych jest to mniej więcej 50-60 gr.

Czy właścicieli domów jednorodzinnych czeka deszcz gotówki? To wariant jak najzupełniej realny. Ale teraz czas na to wszystko, co zazwyczaj w reklamach jest pisane drobnym drukiem.

To zabawa nie dla każdego

Z cen gwarantowanych będą mogły skorzystać osoby, które zaczną produkować prąd na własne potrzeby najwcześniej od stycznia 2016 r., czyli od momentu, gdy ustawa wejdzie w życie.

Kiedy inwestycja się zwróci? Symulacje są bardzo trudne. Każdy sam musi policzyć, ile rocznie zużywa prądu, czy może to zużycie zmniejszyć, czy w jego okolicy częściej wieje wiatr czy może świeci słońce.

Załóżmy, że przeciętna trzy-, czteroosobowa rodzina żyjąca w domu chce wytwarzać prąd ze słońca. Sama zużywa 4-5 tys. kWh rocznie.

- Można przyjąć, że koszty wynoszą 6 tys. zł brutto za 1kWh. W cenie jest już wszystko: koszty analiz, materiałów i uruchomienia instalacji pod klucz - mówi Grzegorz Sokołowski z firmy GS Energia.

Czyli za instalację o mocy do 3 kW powinniśmy zapłacić ok. 18 tys. zł, ale na rynku są też oferty sięgające 30 tys. zł. To dlatego, że ostateczna cena zależy od jakości wybranych paneli. Im drożej, tym powinny być trwalsze i wolniej zużywające się. Zużycie polega na tym, że co roku spada ich wydajność od 0,5 do 2 proc.

Oprócz tego na koszty wpłynie to, czy montujemy na dachu płaskim czy skośnym, czy mamy okazałą willę czy skromną chatkę (będziemy potrzebować dłuższych kabli).

No i przede wszystkim, czy mieszkamy w nasłonecznionym miejscu. Najlepiej by było, gdyby dach był nachylony do słońca pod kątem ok. 40 stopni. Na zimę dobrze byłoby przechylić nasze panele do 65 stopni, bo słońce jest wtedy niżej nad horyzontem. Warto także ubezpieczyć naszą instalację, która może być narażona na atak gradu albo zerwanie przez wichurę. Takie ubezpieczenie jest zwykle w ramach ubezpieczenia domu, niektóre firmy oferują dodatkowe pakiety. Koszt? Kilkaset złotych.

Będziemy potrzebować również nowego licznika, który po raz pierwszy zmierzy, ile prądu wysłaliśmy do sieci. Szczęśliwie za wymianę i podłączenie nas do systemu będzie musiała zapłacić działająca na danym terenie firma energetyczna. Ale niestety, jak to zwykle bywa, gdy coś jest za darmo, to robione jest byle jak, a przynajmniej bez pośpiechu. Na podłączenie do sieci trzeba czekać nawet kilka miesięcy.

Ile będzie można zarobić?

Rocznie instalacja słoneczna o mocy 3 kW może wyprodukować ok. 3 000 kWh energii. Oznacza to, że gdyby cały wyprodukowany przez nas prąd trafił do sieci po cenie 75 gr, zarobilibyśmy 2182 zł. Przy kosztach inwestycji na poziomie 18 tys. zł ich zwrot nastąpiłby po ponad ośmiu latach.

Pamiętajmy jednak, że sami też zużywamy energię, a na sprzedaż trafia tylko nadwyżka. Z drugiej strony obniżą nam się rachunki, bo w czasie kiedy będzie świeciło słońce, ograniczymy pobór mocy z sieci.

Czyli w słoneczny czerwcowy poranek, uruchamiając czajnik (herbata), toster (grzanka), elektryczną kuchenkę (jajka na miękko) oraz zmywarkę (brudne naczynia), korzystamy z samodzielnie wyprodukowanego prądu.

Ale kiedy wychodzimy do pracy, nasze panele ciągle produkują prąd i wtedy trafia on na sprzedaż.

Przedstawiciele organizacji i firm montujących panele słoneczne przekonują, że aby zwrócił się nam koszt inwestycji w panele, wystarczy pięć lat (pozwolimy sobie zachować pewien sceptycyzm).

Wszelkie kalkulacje dotyczące tego, po jakim czasie zwróci się inwestycja, muszą uwzględniać koszty podatku od sprzedanego prądu, koszty serwisowania instalacji, odsetki od kredytu oraz zmiany cen energii i opłat dystrybucyjnych. - Dzięki gwarantowanym taryfom okres zwrotu inwestycji w mikroinstalacje dla przeciętnego Kowalskiego wyniesie około 9 lat - mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Chodzi o odsetki od kredytu zaciągniętego na budowę paneli (no, chyba że mamy wolne kilkanaście tysięcy złotych) i coroczne koszty serwisowania sprzętu - ok. 2 proc. kosztów instalacji.

A może wiatrak?


Koszty takiej inwestycji będą o kilkanaście procent większe niż w przypadku paneli. To dobre rozwiązanie, jeżeli mieszkamy nie tylko w wietrznej okolicy - np. na Pomorzu - lecz także na mazowieckich równinach czy dosłownie w polu. Nasza posesja nie może być osłonięta przez drzewa czy inne budynki.

W niektórych przypadkach może się okazać, że mała elektrownia wiatrowa może być alternatywą dla paneli fotowoltaicznych. Ale jak przekonują specjaliści, w praktyce poniżej wysokości 20 m średnie prędkości wiatru w Polsce są zbliżone i nie przekraczają 5,5 m na sekundę. "Tworzy to umiarkowane warunki do rozwoju małej energetyki wiatrowej" - czytamy w poradniku Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Wiatraczki, które można zamontować po kosztach, czyli bezpośrednio na dachu domu, mają bardzo małą moc, bo 1-2 kW. A wmurowanie w ziemię masztu i montaż turbiny to już dodatkowe koszty i czasami jest konieczne uzyskanie pozwolenia na budowę.

Albo dopłata, albo gwarancja

Dziś osoby, które chcą zamontować miniwiatrak albo panele słoneczne, mogą liczyć na 40 proc. dotacji z budżetu państwa, a resztę sfinansować preferencyjnym kredytem oprocentowanym na 1 proc. rocznie - to oferta, której nie jest w stanie przebić żaden bank.

W przyszłym roku dotacja ma zostać zastąpiona właśnie stałą, preferencyjną stawką odkupu energii przez 15 lat. - Systemy wsparcia nie powinny się łączyć. Takie systemy podwójnego wsparcia nie funkcjonują nigdzie na świecie - mówi nam Artur Bramora z PSL, autor poprawki o gwarantowanych cenach. - Taryfy zapewniające stałe ceny prądu są skalkulowane tak, żeby inwestycja zwracała się już bez konieczności brania dotacji - dodaje Bramora i wyjaśnia: celem poprawki nie był zarobek producentów energii, ale zapewnienie właścicielom mikroinstalacji przychodów pokrywających całkowite koszty produkcji energii, w tym m.in. koszty kredytu, podatków i pracy własnej.

- Moim zdaniem na ostateczne szczegóły przyszłych rozwiązań musimy jeszcze poczekać - przede wszystkim na podpis prezydenta, ale też na faktyczne wdrożenie przepisów i pierwsze oparte na realnych doświadczeniach i analizie stopy zwrotu nakładów rozporządzenie ministra gospodarki. Do niedawna nikt nie wierzył, że poprawka przejdzie przez Sejm - mówi Bramora.

Kancelaria Prezydenta nie informuje, jakie zamiary wobec ustawy ma Bronisław Komorowski.

Po co to dofinansowanie?

Projekt ustawy zakłada, że Polska do 2020 r. zostanie usłana gęstą siecią 200 tys. niewielkich wytwórców prądu, którzy to, czego sami nie zużyją, wyślą do sieci, tak by z prądu mógł skorzystać ktoś inny.

Nie zastąpi to nowych bloków energetycznych takich jak ten budowany już w Opolu czy Kozienicach, ale może być dobrym uzupełnieniem - szczególnie na północy kraju, gdzie nie ma ani jednej elektrowni.

Poza tym wsparcie dla małych wytwórców pomoże Polsce spełnić wymagania Komisji Europejskiej, które mówią, że do 2020 r. 15,5 proc. energii ma być wytwarzane z wody, biomasy, słońca etc.

Dziś to niewiele ponad 11 proc.

System wsparcia mają sfinansować wszyscy odbiorcy prądu w Polsce. W sumie będzie to ok. kilkudziesięciu groszy miesięcznie w comiesięcznym rachunku. Zdaniem ekologów taki wydatek się opłaci. - Może pozwolić z czasem na poprawę sytuacji wszystkich obywateli, ponieważ otwiera dostęp do rynku produkcji energii w najmniejszych przydomowych źródłach opartych na energii odnawialnej i zmniejsza koszty inwestycji w sieci dystrybucyjne, którymi będą obciążani wszyscy użytkownicy energii - informuje Greenpeace.


źródło: gazeta.pl

Oszczędzaj Energię!